Restauracje|Wegańskie

Gruszki na Wierzbie – vegan w Radomiu

Kulfon, Kulfon, co z Ciebie wyrośnie?
Gruszki na wierzbie?
Czy śliwki na sośnie?

Wyrosło, bez dwóch zdań, wyrosło w Radomiu miejsce z kuchnią wegańską. Jeszcze kilka lat temu nie do pomyślenia. Zapomniane przez (tu wstaw to, w co wierzysz) gastronomicznie miasto, ledwie mogło udźwignąć dwa lokale ze średnimi burgerami, kilka restauracji włosko-polskich z renomą oraz niezliczone ilości bud z podrzędnymi hot-dogami, burgerami czy kebabami. Swoją drogą do tej pory w mieście nie mamy kebaba z prawdziwego zdarzenia, a ludzie debatują nad wyższością tych mniej ociekających tłuszczem z lepszą sałatką, nad tymi, gdzie jest więcej mięsa a do sosu rzucą mniej majonezu. Czuję się wśród takich dywagacji nie mniej niezręcznie, niż podczas srogich potyczek słownych między fanami Warki, Harnasia i Żuberka.
Od jakiegoś czasu jednak warto się tu zatrzymać dla kilku bistr, autentycznych kuchni, prowadzonych przez Panów Barańskich czy burgerów z prawdziwego zdarzenia. Dziś jednak nie będziemy pastwić się nad prędkością rozwoju wybujałej gastronomii w Radomiu, dziś opiszę lokal, który zalicza się do kategorii must be w miastach, które aspirują do miana nowoczesnych, wielkich ośrodków.

Sedno dzisiejszego wpisu, jest daleko od sfery mięsnej, bliżej ekologicznej odpowiedzialności, która dopadnie nas nieuchronnie prędzej czy później, bliżej baru mlecznego a dalej od wydumanych aranżacji, choć nazwa lokalu nie do końca to zwiastuje. Drodzy Czytelnicy, zapraszam Was dziś, do Gruszek na Wierzbie na reprezentatywnej ulicy Radomia – Żeromskiego, pod numerem 60.

Z zewnątrz szyld oraz wyklejone okna nie zwiastują, że po przekroczeniu progu znajdziemy się pomiędzy białymi stolikami, podłogą, która robi chyba największe wrażenie, plakatami rodem z bloku komunistycznego oraz miękką sofą, którą oczywiście wybieramy. W lokalu czegoś mi brakuje, albo czegoś jest za dużo, czy są to zbyt domowe obrusy, róże w butelkach czy może donice na parapetach? Trudno stwierdzić, na szczęście nie jestem fanem roztrząsania wnętrz lokali, w których jadam, więc przejdę zgrabnym krokiem do baru (Uwaga, schodki!) i przy nim zamówię.Menu nie jest obszerne, co w wielu lokalach jest coraz bardziej cenione przez gości. Nie widzę w tym nic zaskakującego, im krótsze menu, tym powinniśmy się spodziewać, że bardziej dopracowane a produkty szybciej rotują. Wbrew pozorom to długie menu często bardziej ogranicza kucharzy.Wybieramy obie przystawki, oba drugie dania oraz kebaba. Na pewno ze świetnej strony zaprezentowały się przystawki. Omleciki z cieciorki (9,00zł) bez zbędnego tłuszczu, soczyste, sycące, o puszystej teksturze. Przyprawione dosyć odważnie, ale nie można powiedzieć, że przesadnie, są mocnym punktem menu.Krupnik (9,00zł) z pieczarkami, migdałami oraz kaszą jęczmienną był dla mnie dużym zaskoczeniem. Głównie ze względu na to, że przekonał mnie do siebie, mimo, że nie przepadam za zupami w tym stylu, a zupy wegańskie, to już w ogóle nie moja bajka. Zaskoczył również, ponieważ smakował bardzo dobrze, kasza i migdały przełamywały część płynną dania, która rzeczywiście przypominała krupnik, może nie ten Babci Janinki, ale blisko takiego poziomu. Jako pierwsze danie, jak najbardziej na plus.

Z dań głównych, zdecydowanie najsłabszym punktem były Krokiety(16,00zł). Bardzo miękkie w środku, z grubą panierką, dużą ilością kaszy i małą porcją sera wewnątrz. Miałem wrażenie jedzenie ciasta naleśnikowego z kaszą, w panierce. Sos musztardowy choć smaczny, wniósł niewiele, danie zdecydowanie na minus.

Sytuację nadrobił pyszny Mielony(16,00zł), który nie mi przypadł w udziale, więc nie będę się nad nim rozwodził.

Za to prawdziwą gwiazdą był Kebab(15,00zł). Może dlatego, że seitan, może dlatego, że w środku słodkawy sos musztardowy i surówka tworzyły wzorowe nadzienie, może dlatego, że wszystko było zawinięte w pyszną, chrupiącą tortillę domowej roboty a może dlatego, że to wszystko razem tworzy świetną, spójną całość, która bije kilka radomskich, mięsnych (mam nadzieję) kebabów na głowę i zostawia je płaczące w kącie.

Kto by się spodziewał? Ja na pewno nie, nie śledzę wegańskiego rynku, nie jestem fanem nowinek o wegańskich knajpach i oprócz tego, że wiedziałem o istnieniu Gruszek na Wierzbie, to moja wiedza na ich temat kończyła się gdzieś w tym miejscu.
Wyrosło nam w Radomiu miejsce do którego weganie oraz wegetarianie mogą przyjść bez obaw, a fleksi czy mięsotarianie także znajdą propozycje godne polecenia. Woda z miętą dla każdego w szklankach rodem z przełomu lat ’90 i ’00, czy któraś restauracja w Radomiu ma coś takiego? Piękne talerze od czapy i jeszcze piękniejsza podłoga, pierwsze przymiarki do Kuchni Społecznej w Radomiu.
Gruszki na Wierzbie jest lokalem, który mimo młodego stażu ma już sporo za sobą, ale również jeszcze sporo przed sobą. Życzę im jak najlepiej, bo takich inicjatyw w Radomiu niezmiennie brakuje, a z moich obserwacji wynika, że nawet tutaj klienci restauracji zaczynają rozumieć nowofalowe podejścia do gastronomii i nie oczekują jedynie taniej pizzy z zimnym piwem. Gruszki na Wierzbie, to obok Burger&Co. Kraftu, Winowajców czy Bonito, mój kolejny, skromny promyczek nadziei dla rodzinnego miasta.

 

Tomek Mędrek

One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *