Sieciówki

Przegląd oferty sieciówek – listopad 2019

Dawno mnie tu nie było. Co robiłem? Gdzie byłem?
Wszystko wiedzą moi kochani Falołersi z Instagrama. Wróciłem by szerzyć słowo o sieciówkach. Czy dobre? To się dopiero okaże.

Niesamowite, co zaczyna się dziać ze świadomością Polaków. Już ponad 1mln z różnych względów deklaruje się jako wegetarianie/weganie. Ograniczenie spożycia mięsa to jeden z najważniejszych elementów walki z katastrofą klimatyczną – tak, nie diesle, nie palenie w piecu węglem, nie elektrownie w komunistycznych Chinach i Kozienicach. Mięso.
Widać jak na dłoni, że rynek gastronomiczny się zmienia. Od jakiegoś czasu żyję sobie w bańce zwanej Warszawą, lekko oderwanej od rzeczywistości reszty Polski. To jaki wybór jedzenia mają tu wegetarianie i weganie jest nieprawdopodobny. Podobno Warszawa jest najbardziej przyjazną wege stolicą w Europie (i to nawet tej postępowej). Sam z resztą ukleciłem tekst o wegetariańskich smaczkach w Stolicy już ponad roku temu. Czy wege musi smakować jak papier?
Wystarczy zaś, że pojedziemy z Pauliną po słoiki do rodziców by znów przypomnieć sobie o trudnych realiach z jakimi muszą się borykać wegetarianie nawet w tak sporym mieście jak Radom (przypomnę, 200 tys. mieszkańców).
Żona weganka to jeden z powodów, dla których rozpocząłem eksplorację i recepcję jedzenia wegetariańskiego. Druga sprawa to pewna przekora, chęć by stanąć w opozycji do mięsnych trolli, które kąsają tu i ówdzie w internetach. Przecież sam zjadałem niemożebne ilości mięsa w przeszłości. Teraz systematycznie ograniczam. Kolejny powód to pewne wyzwanie jakie widzę dla siebie w kuchni. Tak, może nie wiedzieliście, ale Mędrek nie tylko JE, ale również gotuJE. Przygotowanie wegańskiego risotto czy doskonalenie swojego bulionu warzywnego to zdecydowanie trudniejsze zadania niż klepanie schabowych tudzież przyrządzenie gulaszu.

Dobra, dobra. Gdzie w tym wszystkim są sieciówki? No właśnie się odnajdują. Dochodziło parę głosów z USA i Europy, że są już próby wprowadzenia wegetariańskich kotletów w sieciówkach. I voila! Mamy to w Polsce! Uznałem, że to dobry moment by po letniej posusze odpalić kolejny, wspaniały, nieprawdopodobny, zaskakujący przeglądu oferty sieciówek. Tym razem Burger King z Rebel Whopperem i ociekającym soczystością Swiss Cheese. KFC z dwoma wypustami z serii American Soul. Póki tekst nie zdąży powstać (a może już zdąży?) to wpadnie jeszcze Drwal w wersji wege (tutaj to już mózg rozj… tzn, zniszczony, nie?) a może i wersji podwójnej? Oraz parę sidesów na smaka.

Drodzy Czytenicy, zapraszam Was na arcyciekawy, niebylejaki siódmy przegląd oferty sieciówek!

Burger King

Król wprowadził kilka produktów, które mogą zainteresować przeciętnego zjadacza sieciówek. Dla siebie, do analizy wybrałem trzy z nich: Swiss Mushroom Burger(21,99zł/???kcal) w wersji z wołowiną, napawające grozą Chicken Fries(6 za 9,00zł, 9 za 12,00zł/???kcal) i ostatni, ale nie najmniejszy Rebel Whopper(11,99zł/???kcal). Oczywiście tradycyjnie zapytałem Burger Kinga prawie wszystkimi dostępnymi kanałami o wartości kaloryczne i składy, ale tradycji musiało stać się zadość. Tak jak od jakichś 2-3 lat nie odpisali od razu. Nie odpisali po kilku dniach. Może przypomnę się za tydzień.



W takim wypadku bezprzedmiotowa staje się dyskusja o składzie warzywnego kotlecika tudzież dziwnej teksturze kurczakowych frytek, ale za to można skupić się na smaku. Zacznę od Chicken Fries, bo to chyba one były tym co w sieciówkach smakowało mi najmniej od długiego czasu.
Otulone chrupiącą panierką, z dosyć wyraźnymi akcentami śródziemnomorskich ziół, wewnątrz są takim trochę spulchnionym wyrobem z mięsa kurczaka. Przypominają nieco nuggetsy o bardziej zbitej strukturze. W efekcie czego nieco mnie od siebie odrzucały a i smak nie był na tyle zachęcający by zagłębiać się głębiej w ich pudełko.

Swiss Mushroom Burger czyli burger, na którego narzekał ostatnio Żorż ze Street Food Polska a jak Żorż narzeka, to Żorż wie. W dużej mierze mogę się z nim zgodzić. Burger jest mdły, dodatek swiss cheese i sosu tylko wzmaga to wrażenie. Z drugiej strony pieczarki, wyrazisty smak grillowanego kotleta i sporo bekonu czynią go niezłym potworem jak na sieciowe standardy. Mimo tego, że niewyraźny, to jednocześnie tak ociekający umami, że nie pozostaje mi nic innego jak Wam go zarekomendować, drodzy Czytelnicy. Jeżeli poszukujecie ostrych wrażeń, to nie ten adres, ale ciężkie doznania to na pewno tu.



Jeżeli zaś szukacie kontrowersji, to znajdziecie je poniżej. Dawno żaden produkt z sieciówek nie wywołał takiej burzy w internetach jak Rebel Whopper. Po pierwsze, Burger King wyprzedził McDonald’s, bo ten dopiero 20.11. wprowadzi(ł) wege Drwala (zgroza mięsnych trolli). Po drugie, Burger King nie chwali się, że dodał do menu burgera wegańskiego, ba! nawet nie wspomina, że jest to Whopper wegetariański. On jest po prostu bezmięsny. Słowo wytrych w tym przypadku, bo przede wszystkim przygotowywany jest z majonezem a prawdopodobne też, że kotlecik jest produkowany z wykorzystaniem jaj. Co zaś chyba najważniejsze i wywołujące największe emocje, smaży się go na grillu wśród swoich mięsnych protoplastów i przechowuje w tych samych pojemnikach.
Co się działo w tych wszystkich dyskusjach – mięsne trolle, ortodoksyjni weganie, wannabe marketingowcy, eksperci od internetu i wielu innych bywalców for skakało sobie do gardeł, gdy Król spokojnie się temu wszystkiemu przyglądał.



W związku z powyższym, przy zakupie od razu otrzymujemy informację, że burger nie jest nawet wegetariański, tak by uniknąć ewentualnych roszczeń z tego tytułu. Wróćmy jednak do smaku. Temat ten zszedł bowiem na zdecydowanie dalszy plan, czemu w sumie się nie dziwię. Ten burger nie jest do jedzenia, jest stworzony by o nim mówić.
Okej, z tą opinią to przesadziłem.

Rebel Whopper smakuje podobnie do swojego klasycznego odpowiednika. Nie jest to trudne gdy weźmiemy pod uwagę, że kotlet wege jest smażony na tym samym grillu a całość złożona dokładnie w ten sam sposób (bułka, cebula, pomidor, pikle, ketchup, majonez). Już nie mówiąc o tym jak ubogie i łatwe do odtworzenia wrażenia oferuje tradycyjny Whopper. Tekstura kotleta jest zbita, z widocznymi włókienkami. Aparycją nie różni się zbytnio od wersji mięsnej, ale kolorem wewnątrz i smakiem już tak. Zdecydowanie mniej umami oraz trochę (umówmy się na taki deskryptor) warzywnego posmaku, znanego przede wszystkim osobom, które w życiu próbowały już wege burgerów. Dodatek mocnych, grillowych aromatów sprawia, że godnie zastępuje mięsną wersję. Szkoda, że póki co nie można spróbować podwójnego Rebel Whoppera a Burger King nie zdecydował się wprowadzić tego kotleta zamiennie do wszystkich burgerów. Można by zweryfikować na ile ten subtelny smak sprawdza się w większym natężeniu lub innych kompozycjach. Wydaje się jednak, że po pilotażowej sprzedaży projekt będzie rozwijany i może doczekamy się takich rozwiązań. Włącznie z grillowaniem na osobnym ruszcie.

KFC

Szalony i niebywały przegląd oferty sieciówek nie mógł się ukazać bez panierkowego potentata z Kentucky. Dziś dwie propozycje, które już od dłuższego czasu wiszą w menu sieci.
By zamknąć temat wegetariańskich opcji pomyślałem, że dodam opis Burgera Halloumi, który został wprowadzony w maju tego roku do oferty sieci, bo jednak powstrzymam się chyba od zjedzenia bułki z plackiem ziemniaczanym czyli Zingera Wege.

Obecnie panująca oferta limitowana jest napędzana ulubionym smakiem Polaków – smakiem cebuli. Zaserwowano go jednak w formie odbiegającej od tych znanych w naszym kraju. W wariacji na temat Grandera (których zaistnienie zawsze, zawsze chwalę) i Pocketa użyto bowiem krążków cebulowych. Kanapki są wypchane do granic możliwości i zaopatrzone w ciekawe sosy, które rzadziej goszczą w produktach KFC. Jak to się sprawdza w praktyce?
Przekonajcie się poniżej.

Kentucky Gold Grander(16,95zł/763kcal) przybywa załadowany serem, bekonem, krążkami, piklami oraz dwoma sosami: Kentucky Gold oraz Nacho Cheese. I? W sumie znośnie.
Na pierwszy plan wybijają się pikle i sos Kentucky Gold, który wydaje mi się nieco musztardowy/octowy. Dalej podąża ser i znany z innych kanapek Nacho Cheese. Całość na podbudowie solidnego kawałka trybowanego uda Hot & Spicy. Szkoda, że w kompozycji gubią się krążki cebulowe i główny temat gdzieś przemyka pomiędzy kluchowatym, ciężkim, aczkolwiek soczystym wnętrzem a chimerycznymi oznakami czegoś odświeżającego całą kompozycję. Moim zdaniem kanapka jest przeładowana składnikami i to w sposób, który uniemożliwia im ułożenie się w znośną kompozycję. Burgerek na jeden raz – wolę Grandera (Texasa).



Dark BBQ Pocket(16,95zł/690kcal) jest podobnie zestawiony co Gold Grander a jedyne różnice to: całkowicie inny sos – BBQ Tomatino, ta śmieszna kostka z pomidora (co więcej jej wypadnie niż zjesz) i oczywiście forma. To ostatnie czyni główną różnicę w odbiorze całości – jest tutaj jakby więcej przestrzeni na smak, mądrzej rozlokowane składniki (oprócz pomidora), przez co nie mamy wrażenia jedzenia jednej, zbitej masy. Mimo wszystko krążki cebulowe nie są zbyt chrupiące, za to oddają multum aromatu duszonej cebulki, co w połączeniu z mięsem H&S i pikantnym sosem naprawdę się broni. Oczywiście nie ma żadnego podejścia do Mega Pocketa, już nie wspominając o zapomnianych a niesamowicie udanych Maxi Twistach.

P.S. Gdy będziecie czytać tekst z linka, nie oceniajcie mnie.



Vege Halloumi(???/703kcal) to ostatni akcent podczas opisywania wrażeń z oferty KFC. Jak wspomniałem wyżej, uważny Czytelniku, burger jest dostępny od maja, ale zdecydowałem się opisać go dopiero teraz gdyż KFC oprócz niego i Zingera z plackiem ziemniaczanym nie ma nic więcej do zaoferowania wegetarianom. Chciałbym zaś ładną klamerką tu wszystko spiąć i znaleźć punkt wspólny dla wszystkich trzech opisywanych sieciówek.



Burger Halloumi po odebraniu do stolika i odwinięciu papierka nie powala aromatem. Na pewno czujemy ciepłą bułkę na drożdżach oraz zapach grillowanego sera. Swoją drogi Halloumi to jeden z moich ulubionych serów, więc ten burger musiałby być mocno niedopracowany żeby mi nie podszedł. W środku znajdziemy także rukolę, pomidorki koktajlowe, piklowaną czerwoną cebulkę i sos truflowy. Czy daję radę?
No tak niekoniecznie bym powiedział. Trzeba przyznać, że burger jest bardzo świeży, wręcz lekki, ale poza tą myślą przewodnią nie idzie nic więcej. Warzywa wnoszą niewiele smaku, majonez niby truflowy a przecież mdły jak niemal każdy sos na bazie majonezu w sieciówkach. W mojej ocenie ratuje go rzeczywiście spory kawałek grillowanego sera, ale nie ma co tej kompozycji wynieść wyżej. Smak kanapki śniadaniowej i nic więcej. Szkoda, zmarnowany potencjał a przecież burgery Vege to nie tylko warzywa i majonez.

McDonald’s

Nie ma co tu dużo mówić. Drwal Wege(15,90zł/988kcal) to jest coś o czym tej zimy będzie się mówić dużo w kontekście sieciówek. Już nie mówiąc o tym, że na Drwala czeka się jak na Święta(to porównanie ma już swoje lata) to tym razem Wege będzie dodatkowo dokładał kolejne drwa do ognia dyskusji.
Tak naprawdę oprócz Drwala Wege i od razu zwykłego Drwala do porównania nie kupowałem nic więcej. Bo co niby miało by mieć sens w takim wypadku?



Nie przedłużając powiem to. Od kiedy wczoraj go zjadłem ciśnie mi się na usta. Muszę to z siebie wydusić. Niech świat sieciówek o tym usłyszy.
Wege Drwal jest kiepski. Tam gdzie są atuty mięsnej wersji – mocne uderzenie umami, sera i sosu w połączeniu z wołowiną, bekonem i prażoną cebulką tak tutaj ginie cały(że tak to ujmę) urok tej kanapki.
Drwal w wersji wege jest suchy, z kiepskim zestawieniem składników – wszystko zlewa się w jedną, nie za soczystą, ciężką masę. Nie ratuje go nawet naprawdę słusznej jakości i wielkości kotlecik gdzie nuty kaszy oraz duszonych warzyw łączą się ze smakiem przypominającym falafel. Chrupiący z zewnątrz, bardzo zbity w środku, sycący, konkretny i(niestety) niemiłosiernie niepasujący do reszty składników.
Szczerze mówiąc ciężko mi sobie wyobrazić do jakiej kanapki w McDonald’s ten kotlet mógłby pasować. Może Wieśmac?



Na otarcie łez zaserwowałem sobie Drwala Podwójnego(18,90zł/1160kcal). Smak podwójnej porcji soczystej wołowiny, słonego bekonu, oblepiającego jamę ustną sera oraz sosu w każdy chłodny, zimowy wieczór smakuje tak samo dobrze. W tym momencie już chyba hajp przerósł samą kanapkę i pojawiają się głosy, że wcale nie jest tak smaczna jak wiele osób uważa, ale wydaje mi się, że dla nich grają sentymenty. Nostalgiczne oczekiwanie. To jak Kevin Sam w Domu – bez niego Świąt nie będzie. Podobnie z zimą. Zima nadchodzi a nie ma zimy bez Drwala.

Podsumowanie

I tak to było! Niewąski, fantastycznym siódmy przegląd oferty sieciówek dobiega końca. Nie w całości było optymistycznie, nie całkiem udane wegetariańskie próby można uznać jednak za dobry kierunek. Może i nie czeka nas rewolucja, ale może doczekamy się bardziej wyszukanych (niekoniecznie wege) produktów w ofertach sieciówek. Widać, że gdy trendy są mocne, to nawet sieciówki są w stanie pokierować ofertę na nieutarte szlaki.
Kończę te dywagacje, życzę Wam mniej mięsa, więcej smaku i widzimy się niebawem!

Tomek Mędrek