Koreańskie|Restauracje

K-Bar – piękne koreańskie na Pięknej

Drodzy Czytelnicy, dawno mnie tu nie było z ot, jakby nie patrzeć, dosyć codziennym tekstem na temat jednego z wielu miejsc na kulinarnej mapie Stolicy.
Wydaje mi się, że przypadek K-Bar zasługuje jednak na specjalne potraktowanie na moim osobistym blogu. Mimo, że coraz częściej podążam drogą instafluencera i to tam(kliknijcie link) możecie znaleźć najwięcej, dostarczonych w najprostszej formie informacji na temat tego co polecam, to w tym przypadku złamię klika swoich zasad. Nie dość, że nie podrzucę Wam jedynie kilku obrazków z lakonicznymi opisami, to jeszcze opiszę lokal, z którego dosłownie przed chwilą wyszedłem (nie jak zazwyczaj, gdy czekam aż emocje opadną i chłodniej spojrzę na swoją wizytę).

vintage shop – modern food

W K-Bar na ulicy Pięknej mieści się nie tylko restauracja, ale również vintage shop z masą mebli, które odwracały co rusz naszą uwagę od rozmowy i jedzenia. Mój ulubiony wystrój lokalu – meble stare i nowe, w większości w podobnym stylu, ale jakby nie patrzeć, rozstawione od czapy. Mieliśmy szczęście i w sobotnie popołudnie mogliśmy wybrać niski stolik z niesamowicie wygodnymi fotelami (na moim można było spokojnie się zdrzemnąć bez obawy o stawy).

Szybki rzut oka na menu i już wiemy, że nie będziemy się nudzić. Jest co wybierać w opcji mięsnej i wegańskiej, jest coś dla fanów koktajli, szotów i nawet Kirin z kranu(którego wybrałem gdy okazało się, że nie ma już dostępnego Makkoli – ryżowego winka)!

Nasz wybór pada na Korean Fried Chicken w zestawie, kanapkę Kimcheese oraz wegański Doenjang Ramen. Do tego dwa shoty Soju i Kirin z kranu. Przecież nie zrobią nam krzywdy?

k-degustacja

Zaczynamy od Kimcheese – ser się ciągnie, kimchi nareszcie gra drugoplanową rolę a nie trzepie po gębie jak w 90% kanapek, w których się znajduje. Na pierwszym planie zaś delikatna, niesamowicie soczysta wołowina i piękna, maślano-mleczna nuta, wypiekanego na miejscu pieczywa – ostatnio mam szczęście do smacznych kanapek. Kimcheese to potwierdza.


Korean Fried Chicken to kilka solidnych kawałków trybowanego uda w trzaskającej panierce, otoczonych ostro-słodką, kapsaicynową glazurą. Całość podana na ryżu, a w zestawie witamy się z dosyć mocnym kimchi, subtelnie słodkimi piklami i lekką zupką doenjang. Samo mięso bardzo soczyste i delikatne, a ze spostrzeżeń wymieniłbym chęć skosztowania większej ilości kawałków kosztem ich wielkości – parę dużych nie sprawiło nam takiej radości, jaką mogłyby dać drobniejsze.


Doenjang Ramen – świetne dodatki – grillowane warzywa, grzyby i kimchi. Pasta Doejang zrobiła swoje i ramen to raczej zawiesisty, esencjonalny, kremowy, mocny sos, w którym makaron nawet nie ma szans popływać. Co do klusek – trochę zbyt rozciapciane co w efekcie dało wrażenie spożywania gęstego, rozgrzewającego sosu. Mi sama tekstura dania nie do końca odpowiadała, Paulina zaś, jedna z motorniczych pociągu hajpu dla Vegan Ramen Shop siorbała ze smakiem tę zawiesinę. Co do jednego się zgodziliśmy, ten smak będziemy wspominać długo. Oczywiście pozytywnie.


Na deser serniczek z yuzu i koreańską gruszką. Jedyne danie, do którego mieliśmy większe obiekcje. O ile górna część z kremem serkowym, nutą yuzu i gruszką na wierzchu, spełniła nasze oczekiwania, tak sezamowy spód okazał się zbyt słony i miast podbić całość kompozycji zniweczył ją całkowicie. Na szczęście, po zgłoszeniu uwag obsłudze okazało się, że był to tylko gorszy dzień serniczka, więc Wy, drodzy Czytelnicy, możecie zamawiać swój bez obaw o odkrycie w nim grot Wieliczki.

Jest pięknie

W K-Bar na Pięknej jest pięknie. Póki co. Za chwilę, do tego wspaniałego miejsca z pięknymi meblami, krótką, treściwą kartą, pięknym wnętrzem, pysznymi koktajlami i przemiłą obsługą, zaczną przybywać osoby żądne doznań opisanych wyżej. I co?
Oczywiście, że je dostaną, ale wróżę, że bez rezerwacji czekać będzie ich stanie w kolejce a potem i z rezerwacjami może być ciężko. Radzę zatem: wykorzystajcie ten czas, póki jeszcze jest. Hajp dopiero się nakręca, ale wydaje się że będzie srogi, a sam lokal ma papiery na to by go uciągnąć.

Tomek Mędrek

You might also like

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *